czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział VIII '' Czar prysł, koniec staje się nowym początkiem''

          Wpatrywałam się z niecierpliwością w blondyna. To co chciał mi powiedzieć, mogło mnie zabić. Nie chciałam usłyszeć jego starannie wypowiadanych słów. To by mnie przerosło. Zasługiwałam na ból, cierpienie, zasługiwałam na wszystko, ale nie w obecnym czasie. Bałam się tej rozmowy. Może dlatego, iż z mojej winy musiała być przeprowadzona...
Chłopak przechadzając się po moim pokoju, w końcu zajął miejsce przy biurku. Kilkakrotnie próbował zacząć swą wypowiedzieć, za każdym razem ją przerywając.
- Zdradziłem Cię- Usłyszałam, przez co zastygłam w bezruchu.
Powoli, bez gwałtownych ruchów opadłam na łóżko, wciąż nie wiedząc co o tym myśleć.
- Kocham Cię, ale chciałbym przerwy. Pewna osoba uświadomiła mi, że nasz związek jest tak jakby bez przyszłości, jesteśmy zupełnie inni, za bardzo się różnimy- Stwierdził, wciąż pokręcając głową z niedowierzania. Chyba sam nie zgadzał się z tym co mówi.
- Ponoć przeciwieństwa się przyciągają- Odparłam po chwili, całkowicie bez namysłu.
- Zbliżają się wakacje... Wyjeżdżam do Stanów, przez te całe dwa miesiące róbmy to na co mamy ochotę, a kiedy wrócę zdecydujemy czy nadal chcemy być razem- Odparł powoli wstając i kierując swe kroki do wyjścia.
- I tylko tyle? Teraz wyjdziesz tak po prostu jakby nic się nie stało? Zapytałam podirytowana.
- Przepraszam, nie zasłużyłaś na to...
- Nie zasłużyłam? Co on sobie myśli- Rozmyślałam, wciąż patrząc na chłopaka- Przecież to wszystko moja wina! Krzyknęłam.
- Nie! Proszę nie obwiniaj się, bo tego nie zniosę! Odparł chłopak, opierając się o framugę drzwi. Wciąż odczuwał skutki po alkoholu, który nadal krążył w jego krwi.
- Mogę wiedzieć kim jest ta dziewczyna? Zapytałam, obserwując zachowanie  mojego już byłego chłopaka. Ten nawet nie potrafił spojrzeć mi w oczy. Powoli wychodził z pomieszczenia. To była jego reakcja obronna. Lepiej usunąć się w cień i nic nie odpowiedzieć, bynajmniej tak to zinterpretowałam.
- To Melania, ale nie wiń jej za to- Powiedział słabo słyszącym tonem, a następnie całkowicie zniknął w ciemnym przedpokoju.
- Jednak postawiła na swoim- Pomyślałam. To było do przewidzenia, tak się musiało po prostu stać.
Najbardziej zaskoczyła mnie moja reakcja. Byłam wściekła, ale na swój sposób ulżyło mi. Tak jakby ktoś zdjął ze mnie cały ten ciężar i uwolnił mnie od tego problemu. Nie musiałam mu nawet nic wyjaśniać, zrobił to za mnie. Nathaniel jednak nie jest taki jakim się wydaje. Nigdy bym go nie podejrzewała o taki czyn. A  teraz? Jestem wolna! Jestem singlem i mogę robić to na co mam ochotę. Nawet incydent z Castielem już tak nie ciążył. Zaczynałam od nowa...
Natychmiastowo spojrzałam na zegarek, który wyświetlał kilka minut po północy. Imprezowicze z domu na przeciwko stopniowo ulegali przerzedzeniu. Zapewne zostanie tam garstka najbliższych z otoczenia Castiela, czyli mój brat. Harvey był szaleńczo pociągający, a czerwone włosy, plus metalowy styl dodawały mu odpowiedniego uroku. Przyciągał dziewczyny jak lep na muchy, a jednakże był gburem. Wstrętnym, rozpieszczonym gburem i hipokrytą. To przez niego cierpiałam, kiedy wyjeżdżałam do Francji. To była jego wina, bo nie potrafił odwzajemnić tego co do niego czuję. A było to głębokie zauroczenie. A teraz? Wróciłam, szczęśliwa i wykształcona do starego miasta w którym się wychowałam, mając przy swoim boku wspaniałego chłopaka, który mnie wspierał. I do niczego pozytywnego to nie doprowadziło. Castiel ponownie miesza w moim życiu. Więc pobawię się w grę, którą sam wymyślił. Będzie jak myszka, która powoli wchodzi w pułapkę kota. Zemszczę się za wszystko, przy okazji nie mając na sumieniu biednego Nathaniela.
Szaleńczym tempem wybiegłam z domu, by jak najszybciej znaleźć się przed domem Castiela. Nie pukając weszłam do środka i tak jak się spodziewałam mój brat oraz jego przyjaciel siedzieli beztrosko na kanapie w salonie popijając pozostałości alkoholu po parapetówce.
- Koniec imprezy mała, wracaj do domu- Obwieścił mój brat z rozbrajającym uśmiechem wymalowanym na twarzy- Zaraz wychodzimy.
- Spoko, chętnie powłóczę się z wami- Odparłam nonszalancko obserwując Castiela, który aż zakrztusił się zawartością kieliszka.
- No chyba nie- Odrzekł po chwili Harvey, jednocześnie wstając i zakładając skórzaną kurtkę- Armin, zbieramy się.
- W sumie to zabierzmy ją ze sobą- Powiedział mój brat, który był gotów do wyjścia.
- Jesteś pewien? Zapytał lekko zirytowany Castiel.
- Jak najbardziej- Uśmiechnął się szaleńczo. Mój Boże... Gdybym ja tylko wiedziała co też takiego wykombinowali w tych swoich zapitych głowach...

* * *

Po dość długiej, przebytej drodze, w końcu znaleźliśmy się na opustoszałym terenie starego lotniska, które było zamknięte z przyczyn ekonomicznych.
Samochodem Castiela dojechaliśmy do jednej z płyt startowych. Dalej nie wiedziałam co też takiego ma się wydarzyć, ani co skłoniło tych dwóch głupców do przyjazdu w nocy na lotnisko. Nic tutaj nie miało  sensu.
Chłopcy wysiedli z samochodu zmierzając do jednego z hangarów, znajdującego tuż obok. Niechętnie wysiadłam z pojazdu podążając za nimi.
- Co my tutaj robimy? Pytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi. Chłopcy byli zbytnio zajęci otwieraniem starych zamków i kłódek z czym mieli poważny problem. Po wielu próbach i wypowiedzianych przy tym przekleństwach, zamki ustąpiły a moim oczom ukazały się dwa sportowe samochody. Wytrzeszczyłam oczy, i gdyby to było możliwe zbierałabym szczękę z podłoża.
- Boże- Wyszeptałam, zbliżając się stopniowo do czarno- czerwonego samochodu, który najbardziej przykuł moją uwagę. Błyszcząca karoseria, przyciemnianie szyby, spoilery i automatycznie otwierane drzwi. Odkąd żyję, nie dane mi było widzieć takiego pojazdu, aż do teraz. Drugie auto, żółto- fioletowe wyglądało całkowicie podobne, z tym iż to czarne miało w sobie pewien magnez, który mnie całkowicie do siebie przyciągał. Castiel nonszalancko wyjął kluczyki od wozów, rzucając jednym kompletem w stronę mojego brata.
- Co to za samochody? Zapytałam, kiedy w końcu mogłam przemówić.
- Nasze- Odparł Armin, opierając się o żółto-fioletowy wóz.
- Jak to wasze? Jak Boga kocham Armin, musiałeś okraść bank, żeby pozwolić sobie na coś takiego!
- To tylko nagroda, całkowicie legalna jakby nie było- Powiedział.
- N-nie to nie jest legalne! Krzyknęłam- W co wy się wpakowaliście! Okradliście jakiegoś dilera, czy co?!
- Zaraz sama się przekonasz- Dodał po chwili Armin, który całkowicie nie przejmował się moją dezorientacją.
- Dobra mała. Teraz kilka zasad- Dopowiedział Castiel, który jednocześnie otworzył drzwi od strony pasażera- Wskakuj.
- Tylko pamiętaj Castiel, bez głupstw. Nie chcę, żeby ona w tym uczestniczyła- Pogroził Armin, który zajął miejsce w swoim samochodzie, opuszczając hangar.
- Nigdzie nie wsiadam! Krzyknęłam, kiedy mój brat już odjechał- Chcę wracać do domu!
- Wsiadaj i niczego nie utrudniaj! Odpowiedział Castiel nieźle zbulwersowany- Jeśli nie uczynisz tego z własnej woli, to zrobisz to z moją pomocą.
- Nie! Zabierz mnie do domu! Krzyknęłam.
- Dobra, sama tego chciałaś- Odpowiedział, a następnie jednym ruchem przerzucił mnie przez ramię i posadził  na siedzeniu pasażera, zamykając pospiesznie drzwi. Ponieważ były automatycznie podnoszone do góry, nie miałam szans na ucieczkę. Nie do końca pojmowałam mechanizmu ich działania.
Castiel zajął miejsce za kierownicą, a następnie odpalił silnik, posiadający dość charakterystyczny, oraz głośny warkot, typowy dla sportowych samochodów.
Wyjechaliśmy z hangaru. Przez chwilę panowała między nami cisza. Siedziałam spięta i przeklinałam samą siebie za swój głupi pomysł zemsty na Castielu. Na obecną chwilę, chciałam cofnąć się w czasie, gdzie siedziałam w swoim pokoju i knułam ten cały plan. Gdyby to było możliwe, uderzyłabym się wtedy w głowę, a na pewno odpuściłabym z realizacji. Nie siedziałabym tutaj.
- Słuchaj mnie uważnie, bo nie lubię się powtarzać- Powiedział Castiel, który pruł z niezawodną szybkością po jednym z pasów startowych- Policja nie lubi naszego wyczynowego sportu, dlatego nie mów kim jesteś, jak się nazywasz, nie przedstawiaj się nikomu, a jeśli będziesz musiała to po prostu kłam.
- Jakiego sportu? Zapytałam niepewnie.
- Od czasu do czasu razem z Arminem bierzemy udział w nielegalnych wyścigach ulicznych. No wiesz, szybkie auta, głośna muzyka, nitro i gorące laski. Na pewno widziałaś takie akcje na filmach- Odparł uśmiechając się łobuzersko- Najczęściej walczymy o samochody, chociaż zdarza się że też o kasę, albo kobietę, jak kto woli. Ja preferuję samochody.
- Ja wysiadam! Krzyknęłam.
- Przy tej prędkości na pewno wyjdziesz z tego cało- Perfidnie się zaśmiał- Zaraz będziemy na miejscu. jeśli ktoś Cię zaczepi, powiedz że jesteś ode mnie, to nikt Cię nie ruszy.
- I to ma być dla mnie pocieszenie?!
- Raczej tak. I jeszcze jedno. Kiedy się zatrzymam, wysiadaj z samochodu i odsuń się od wszystkich. Jeszcze ktoś będzie chciał jechać z tobą podczas wyścigu.
- To tak można?! Nie chcę z nikim jechać!
- Każdy w samochodzie musi mieć kogoś na miejscu pasażera. Ten sport rządzi się własnymi prawami, słuchaj mnie to wyjdziemy z tego cało.
- Po co to robisz? Zapytałam- Po co to robicie obaj?! Może wam się coś stać, i co ja wtedy powiem rodzicom? Armin jest moim bratem, nie daruję sobie jeśli coś mu się stanie...
- A ja? Kim ja dla Ciebie jestem? Zapytał zjadliwie, gwałtownie zatrzymując auto. Gdybym nie miała zapiętych pasów, wyleciałabym przez przednią szybę.
- Nikim ważnym Castiel- Odpowiedziałam, a następnie opuściłam pojazd, kiedy w końcu udało mi się otworzyć te cholerne drzwi.
- Wmawiaj to sobie dalej- Odkrzyknął przez opuszczoną szybę- A teraz idź stąd jak najdalej, kiedy to się skończy, przyjadę po Ciebie- Następnie pojechał dalej.

* * *
Obracałam się wokół własnej osi. Ilość osób znajdujących się przy końcu lotniska była przerażająca. Głośna muzyka, dziewczyny skąpo ubrane w spódniczki i topy podkreślające, oraz mężczyźni bez przerwy polerujący swoje pojazdy przerażały mnie. Niepewnie przeciskałam się między nimi, wciąż obrzucona zaborczymi spojrzeniami. Szukałam miejsca, w którym mogłabym przeczekać całe to szaleństwo. Wpadałam w panikę. A co jeśli chłopcom coś się stanie? Bałam się. Dlaczego musieli mnie w to mieszać. Żyłabym lepiej, jeśli nie miałabym o niczym pojęcia. Nie musiałabym przeżywać tej wewnętrznej rozpaczy i smutku jaki mi ciąży odkąd się tutaj znalazłam. Wciąż przeciskająca się przez tłumy i cały gwar dalej nie widziałam sensu w tym co robią. Byli zbyt idealni. W szkole traktowani jako gwiazdy sportu, tutaj też cieszący się nie małą popularnością. Nic nie trzymało się kupy. 
- Uważaj jak chodzisz! Usłyszałam, kiedy niechcący potrąciłam jakąś dziewczynę- Zaraz! Stój! Ja Ciebie znam! Krzyknęła, łapiąc mnie gwałtownie za ramię, przez co stałam się jeszcze bardziej zauważalną. 
- Amber?!Odkrzyknęłam, kiedy w końcu spojrzałam dziewczynie w oczy- Co ty tutaj robisz? Zapytałam. Nie mogłam jej poznać. Zawsze ubierała się wyzywająco, ale teraz przeszła samą siebie. Krótkie spodenki, ledwo zasłaniające pośladki, stanik z przyszytymi cekinami, buty na platformie z wysokim obcasem, skórzana kurtka narzucona na ramiona, wyprostowanie włosy i jak zawsze tona tapety na twarzy. 
- Ja się powinnam o to zapytać!
Rozmowę przerwał nam mężczyzna, który podszedł do Amber obejmując ją gwałtownie.
- Kto to jest? Zapytał blondynkę, przeszywając mnie jednocześnie wzrokiem, przez co dostałam dreszczy.
- Nikt ważny- Odparła, składając chłopakowi namiętny pocałunek w usta.
- Wydaje się interesująca- Powiedział, przerywając pieszczotę- Może nas ze sobą zapoznasz?
- Ech, Gabi to jest Mateo, Mateo to jest Gabi- Powiedziała bez entuzjazmu- Chodźmy już, zaraz się zacznie- Powtarzała odciągając chłopaka, niestety bezskutecznie.
- Z kim tutaj przyjechałaś? Zapytał mnie, wciąż świdrując wzrokiem.
- Z Castielem... Odparłam zgodnie z prawdą. Miałam nadzieje, iż to wybawi mnie z opresji.
- Dziunia Castiela? To bardzo interesujące- Odpowiedział dogłębnie się nad czymś zastanawiając.
- Nie my nie...
- To będzie świetny wyścig, do zobaczenia skarbie- Odpowiedział muskając mój policzek, a następnie odszedł pozostawiając nas zdezorientowane.
- Zapłacisz mi za to! Syknęła Amber, by po chwili zostawić mnie samą.
- O co tutaj biega? Pytałam siebie w myślach, nie mogąc znaleźć na to żadnej sensownej odpowiedzi.

* * *
- Kupę lat Castiel! Wiedziałem, że kiedyś będę musiał ujrzeć tę parszywą gębę. W końcu wygrałem jego samochód. Pewnie przyjechał się zrewanżować- Pomyślałem, kiedy wysoki mężczyzna pojawił się obok mnie.
- A już myślałem że się nie spotkamy- Odparłem z cynicznym uśmiechem na twarzy.
- Jesteś zbyt pewny siebie- Odpowiedział chłopak nonszalancko opierając się o mój samochód- Może mały zakładzik, tak na poprawę humoru? Zapytał po chwili.
Coś tutaj śmierdziało. Nasze zakłady odbywały się zazwyczaj o samochody. Swój już stracił w poprzednim wyścigu. Nie miał mi nic do zaoferowania.
- Tak się składa, że przyjechałem tutaj z bardzo poważnym człowiekiem biznesu. Niedorzeczne było by odrzucić jego propozycję.
- Jakie warunki? Zapytałem zjadliwie.
- Nie ukrywam, że twoja dziewczyna przykuła naszą uwagę. Szkoda by było gdyby coś jej się...
- Zamknij się! Krzyknąłem- Ona nie jest moją dziewczyną- Odpowiedziałem, szukając wzrokiem Gabrielle, by upewnić się że mnie posłuchała.
- Och, w takim razie wybacz. Myślę że szef będzie już wystarczająco zadowolony- Odparł powoli odsuwając się ode mnie.
- Gdzie jest Gabi!? Zapytałem, łapiąc blondyna gwałtownie za ramię.
- Czyli jednak zainteresowany? Odpowiedział Mateo podekscytowany.
- Jakie są warunki? Powtórzyłem pytanie. Wiedziałem że ta wredota wpakuje się w tarapaty, jak miała w zwyczaju. Zaczynałem żałować że posłuchałem Armina.
- Więc tak. Ścigamy się jak standardowo, jeśli przegrasz zabieramy dziewczynę.
- A co jeśli wygram?
- Zabierasz dziewczynę, i auto szefa- Odparł beznamiętnie- Ciężko będzie. Pan Volt lubi otaczać się najlepszymi kierowcami...
- Mam warunek- Odpowiedziałem, wciąż zaciskając mocniej rękę na ramieniu chłopaka.
- Ach tak? Pan Volt nie lubi warunków. To ty masz się przystosować.
- Przekaż Voltowi czy jak mu tam, że dziewczyna jedzie ze mną.
- Zgoda, porozmawiam z nim o tym- Odrzekł, odchodząc w nieznanym mi kierunku...
Tak właśnie zaczęła się najprawdziwsza walka o Gabrielle, z tymi ludźmi nie warto było ryzykować.

* * *
- Wypuść mnie bydlaku! Krzyczałam, kiedy siedziałam w nieznanym mi samochodzie. Kiedy ten cały Mateo odszedł, jakiś wysoki mięśniak złapał mnie gwałtownie, popychając do jednego z stojących pojazdów nieopodal wysokiego wzgórza, na które zamierzałam się wdrapać. Czułabym się tam bezpieczna i widziałabym wszystko z góry. 
- Zamknij się! Usłyszałam w odpowiedzi. Wolałam już siedzieć cicho. I tak by mnie nikt nie usłyszał, więc na pomoc nie miałam co liczyć. Automatycznie przypomniały mi się słowa Castiela, który nakazał mi się powołać na niego. To wprowadziło mnie jeszcze w większe kłopoty. 
- Nigdy nie ufaj Castielowi- Wyszeptałam, składając przy tym obietnicę, której nie zamierzałam złamać do końca swoich dni. 
Barczysty mężczyzna wykonał telefon, przez który mówił, że wszystko ze mną w porządku i zachowuję się w miarę możliwości grzecznie. Też mi coś. Korzystając z nadarzającej się okazji, powoli i bez hałasu, zaczęłam otwierać drzwi. Kiedy w końcu udało mi się odchylić na wystarczającą szerokość, czym prędzej wyprułam z samochodu, biegnąć jak najszybciej, tak by mężczyzna nie był w stanie mnie złapać. Moja wolność nie trwała długo, ponieważ ponownie na kogoś wpadłam. Osoba gwałtownie mnie objęła i przeniosła za swoją posturę. Kiedy otworzyłam oczy, ujrzałam przede mną Castiela, który wciąż trzymał mnie za dłonie, tak bym nie postanowiła uciekać dalej. Na chwilę odetchnęłam z ulgą. Przynajmniej miałam poczucie że przy nim nic mi nie grozi. 
- Puść ją! Usłyszałam. Delikatnie wyjrzałam zza postury Castiela, by zobaczyć przed nim mężczyznę, który pilnował mnie w samochodzie. Był strasznie zmęczony przez dystans który zdążyłam przebiec. Powinnam pomyśleć o karierze zawodowego biegacza, ponieważ mężczyzna stal, pochylając się ku podłożu, a z jego czoła spływały krople potu. To musiała być dla niego męczarnia, tak biec za nieznajomą dziewczyną, a nawet nie być w stanie jej złapać. Miałam ogromną satysfakcję z tego wyczynu. 
- Twój Valt czy jakoś tak, nakazał mi po nią przyjść, więc jestem- Odpowiedział sarkastycznie Castiel. 
- Pan Volt debilu! 
- Nieistotne, zaraz zaczynamy wyścig- Odpowiedział, przyciągając mnie do siebie- Gabi, mamy poważne kłopoty- Powiedział, przytulając mnie do siebie. Poczułam przeszywające mnie zimne dreszcze po całym ciele. Naprawdę wpadliśmy w tarapaty... 

* * *

- Zabiję Cię! Krzyczał Armin, kiedy w końcu dowiedział się o całej sytuacji.
- A kto kurwa wpadł na genialny pomysł zabrania jej tutaj?!
- Miałeś się nią zaopiekować! Ty idioto, jesteśmy skończeni!
Stałam tak nieopodal nich i słuchałam jak zawzięcie się kłócą. Nie wiele brakowało, a doszło by nawet do rękoczynów. Zachowywali się jak typowe dzieciaki.
- Ona nigdzie nie pojedzie! Gabi, wracamy do domu- Odparł Armin, zaciągając mnie do swojego samochodu.
- Zapomnij, wszędzie stoją kolesie od tego całego Valta- Odparł Castiel, nerwowo zaciągając się dymem z papierosa.
- To jest Volt! Krzyknęliśmy jednocześnie z Arminem.
- Volt, Valt.. nieistotne. Mamy przesrane!
- A nie łatwiej będzie jeśli w końcu pojadę z Castielem? Zapytałam niepewnie. Chłopcy spojrzeli na siebie groźnym wzrokiem.
- Ile razy wygrałeś? Zapytałam, łapiąc czerwonowłosego za ramię.
- Czy to ważne...- Odpowiedział.
- Bardzo ważne, bo wygrasz ten wyścig, wrócimy do domu i zapomnimy o tym zdarzeniu!
- Dalej się nie zgadzam! Powtarzał Armin.
- Braciszku, uspokój się- Poklepywałam czarnowłosego po plecach- Wrócę przecież!
- Chodźmy już, z tego co słyszałem Valt bywa strasznie niecierpliwy- Mówił gasząc resztki papierosa.
- Volt, Castiel, Volt- Odparłam, a następnie poszłam za Harvey'em. Miałam nadzieje, że wszystko zakończy się pozytywnie.