piątek, 6 października 2017

Rozdział XXXIII '' Poprowadzę Cię, nawet kiedy nie będziesz tego widzieć''

          Intensywnie ściskałam skórzaną  kierownicę sportową samochodu, w którym aktualnie siedziałam. Warsztat Demona dopiero był przygotowywany do otwarcia, więc normalne było, że wszędzie panował nieład i delikatnie rzecz ujmując chaos. Musiałam mu pomóc, bo jak uznał, za brednie wypowiedziane podczas spotkania z Panem Stanley'em musiałam zapłacić słoną cenę, a że dosłownie nie miałam pieniędzy na usługi naprawcze mojego samochodu, to uznał że tylko w ten sposób mogę odkupić swoje winy. Co jak co, ale ta cwana bestia zwana moim super przyjacielem i członkiem mojej rodziny cudownie to sobie wymyśliła.
Postanowiliśmy, że będę pierwszą ''klientką Demona i to jemu zlecone będzie naprawienie samochodu. Wciąż miał do mnie pretensje, bo jak przyznał, poza przyjacielskimi stosunkami, nie kocha mnie jak dziewczynę. Jestem dla niego jak przyjaciółka, jak siostra, której nigdy nie miał i tego się trzymał. Na swój sposób mnie lubił i tego zabronić mu nie mogłam.
Jako że Dodge wyglądał jak wyglądał, a na części musieliśmy trochę poczekać, czyściłam kokpit chusteczkami tu i tam, żeby przynajmniej coś robić. Zabijam czas perfekcyjnie. Czarnowłosy wyciągał jakieś narzędzia z kartonowych pudeł, a mnie przez myśl przechodziła tylko jedna kwestia.
Skąd On miał na to wszystko pieniądze?
Castiel Harvey ma przynajmniej bogatych rodziców, więc ma dostęp do wszystkich kont bankowych i nikt go nawet z tego nie rozlicza. Najważniejsze, żeby za bardzo o sobie nie przypominał, bo przecież mając dziecko, które tak naprawdę robi co chce i kiedy chce nie jest problemem jeśli ma się pieniądze. Na szczęście mój facet, to mądry facet i już dobrze postarał się o to, by w końcu odciąć się od tej finansowej pępowiny. Całe szczęście! Nie wyobrażałabym sobie tak dalej funkcjonować.
Nie kiedy ma się dwadzieścia lat.
Ja dostałam trochę pieniędzy za pomoc w schwytaniu Volta. Starczyło na zapewnienie kilku podstawowych rzeczy zakupionych do nowego mieszkania, bo niestety nie mogłam wszystkiego przywlec za sobą z Anglii. Chociaż miałam taki plan. Alexy i Armin mieli swój fundusz, który mieli przeznaczyć na studia. Jako, że Armin stanowczo odmówił dalszego kształcenia, swoją część przeznaczył na mieszkanie i podzielił się z młodszym o trzy minuty bratem, taki dobry był. Myślał że tym szczytnym celem uzyskał ze sto punktów do Nieba, ale nasz Ojciec szybko sprowadził go na Ziemię, tłumacząc, że po tym wszystkim jego obowiązkiem jest nam pomagać i tak też się stało.
Alexy wkręcił się do sklepu Leonarda, narzeczonego Rozy, jako że fascynował się modą podobnie jak moja przyjaciółka, co nie stanowiło żadnego problemu. Leonard przyjął go z otwartymi ramionami do jednego ze sklepu, a Ja tylko wzdychałam głośno, bo te posadę obiecał mi Lysander.
Pomimo swojego przyrzeczenia zapomniał On poinformować swojego starszego brata, że już kogoś znalazł i bum. Zostałam bez pracy. Tak dobrze się to wszystko zapowiadało, ale skleroza nie boli.
Tak czy inaczej... Siedzę w warsztacie Demona i jak się okazuje, to będzie moja najbliższa praca. Mam mu podawać klucze, sprzątać po klientach, robić zamówienia i przede wszystkim pięknie się uśmiechać na specjalnie życzenie Ramsey'a, bo jak uznał '' Kobieta w warsztacie może się tylko uśmiechać'' sugerując mi że o niczym nie mam pojęcia.
Nie mam. Nie znam się na samochodach, jedyne co potrafię robić to jeździć, ale nie staram się traktować tego jako zaletę, bo szybko mogę się nadziać na własne słowa, źle na tym wychodząc. Staram się wierzyć w siebie i to mi chyba wychodzi, prawda?
- Jak Ci idzie? Usłyszałam pytanie. Prawie zapomniałam o jego obecności. W końcu jestem obrażona.
- Prawie skończyłam. Muszę jeszcze odkurzyć środek i będzie elegancko.
- To dobrze, bo jesteś mi potrzebna.
- Myślałam, że to koniec na dzisiaj! Wychyliłam głowę z pojazdu patrząc się na niego delikatnie skołowana. Serio. Siedzę tu już kilka godzin, w piątkowe popołudnie, a przecież w poniedziałek zaczynają się pierwsze zajęcia! Nie chciałabym spędzić ostatniego weekendu w warsztacie.
- Przeniesiemy te rzeczy na stół i możemy spadać- Wskazał na kilka kartonów- Nie jestem aż tak okrutny.
- Świetnie- Skomentowałam pod nosem- Rozumiem, że płacisz za nadgodziny?
- Płacę za naprawę twojego samochodu!
- Nie musisz mi o tym przypominać! Boże, trzymaj mnie, bo nie wytrzymam i go zabiję- Powtarzałam w myślach.
- Kto wie? Może Ci się spodoba ta praca- Dodał.
- Na chwilę obecną nie jestem zainteresowana twoją super ofertą.
- Szkoda- Odrzekł teatralnym głosem- Moglibyśmy stworzyć perfekcyjny duet!
- Za dużo sobie wyobrażasz Ramsey.
Nie mając specjalnie wyjścia wysiadłam z samochodu i zaczęłam powoli przenosić te pudła. Były tak cholernie ciężkie, że przez chwilę widziałam, jak upadam pod tym ciężarem, przygnieciona toną kluczy, nakrętek i innych dziwnych rzeczy, których nie potrafiłam nawet poprawnie nazwać.
Klucz to klucz, nie że francuski czy jakiś tam. Zwykły klucz i tego Demon nie mógł mnie nauczyć. Doprowadzało go to furii, bo nie miał w sobie za grosz cierpliwości. To znaczy miał, ale nie, kiedy miał przekazać swoją zdobytą przez wiele lat praktyki wiedzę, totalnemu laikowi. Więc klucz to klucz i tak się przyjęło.
- Jesteś strasznie nadgorliwa! Powiedział dobitnie, przejmując ode mnie jeden pakunek. Chwilowe wytchnienie dla organizmu, bo naprawdę bym się przewróciła.
- Skoro napakowałeś tego jak głupi to się nie dziwię, że wszystko jest takie ciężkie!
- To wszystko jest posegregowane- Postawił karton na blacie metalowego stołu, wyciągając z niego czarną walizkę- Zobacz!
Przystanęłam obok, patrząc jak chłopak sprawnie otwiera to ustrojstwo pokazując mi srebrne nakrętki.
- Widzisz? Wszystko musi być na swoim miejscu- Uśmiechnął się promiennie- W przeciwnym razie bardzo utrudnimy swoją pracę.
Prychnęłam nerwowo.
- No cóż- Demon podrapał się po karku- Nie będę Cię dłużej zatrzymywać, pewnie jesteś umówiona na spotkanie z chłopakiem, więc leć dziewczyno i baw się dobrze!
Westchnęłam głośno, bo poczułam ogromne wyrzuty sumienia. Jestem dla niego zgryźliwa przez kilka dni, od momentu, w którym zapytałam go, czy coś do mnie czuje. Myślałam, że udając obrażoną, jakoś na niego wpłynę, ale nie dało to pożądanego rezultatu. Zrobiło mi się w pewnym momencie na tyle przykro, że chciałam się popłakać, bo znowu patrzę tylko w swój tyłek i nie robię nic dla nikogo. Jakbym była wyprana z uczuć. Jakbym przestała czuć cokolwiek.
Usiadłam na stole, przeplatając swoje palce. Wzięłam jedną ze ścierek, która leżała obok, złapałam za walizkę i zaczęłam ją ocierać z kurzu.
- Tak naprawdę, to nie jestem z nikim umówiona- Odparłam po chwili- W sumie to chciałabym Cię przeprosić.
- Za co?
- Nie zgrywaj się! Trąciłam go delikatnie w ramię- Za moje zachowanie. Wiesz co mam na myśli.
- Nawet nie brałem tego na poważnie- Uśmiechnął się- Poprawię Ci twój nastrój i powiem że masz to wybaczone.
Uśmiechnęłam się delikatnie odkładając walizkę na jedną z półek za mną- Tutaj może być? Zapytałam.
- Perfekcyjnie.
- Wiesz może, co się dzieje z Castielem? Spojrzałam w jego ciemne oczy, licząc na to, że jako jedyne mnie nie okłamią. Miałam nadzieję, że człowiek dla którego prawie umarłam, nie wbije mi następnego noża w plecy.
- Co masz na myśli? Zapytał zdezorientowany, przerywając swoje zajęcie.
- Chodzi o to, że od jakiegoś czasu mam wrażenie, że mnie unika.
- Śpicie w jednym łóżku- Prychnął ewidentnie rozbawiony- To jak miałby Cię unikać?
- Sęk w tym..- Czułam jak mój głos delikatnie się załamał, chociaż dalej chciałam udawać twardą- Sęk w tym, że nie śpi ze mną, od kiedy wróciliśmy z hotelu.
- Nie śpi, w sensie, że wy... No wiesz co!
- Nie! Nie ma go w pokoju, nie ma go w mieszkaniu! Znika gdzieś na całe noce, wraca nad ranem, kiedy przygotowuję się do wyjścia na warsztat. Nie odpowiada na moje wiadomości, nie odbiera telefonów, a na każdą próbę rozmów ze mną, zmienia temat, całuje mnie w czoło i mówi, że wszystko będzie dobrze.
- Mówisz mi o tym dopiero teraz?! Krzyknął nagle, przesuwając praktycznie cały stół o kilka centymetrów w tył, łącznie ze mną.
- Demon! Nie wiedziałam jak, nie chciałam wprowadzać zbędnej histerii.
- Ktoś jeszcze o tym wie? Zapytał zdezorientowany. Boże, jakby mógł, to wszystko to na co patrzył mogłoby się nawet zapalić. Biło od niego nienawiścią na kilometr.
- Alexy zauważył, że znika, Ty jesteś za bardzo pochłonięty warsztatem. Armina też praktycznie nie ma w mieszkaniu, ciągle coś robi. W poniedziałek zaczyna się uczelnia. Nie chciałam się podwójnie stresować, myśląc że coś jest nie tak. Nawet myślałam, że znalazł pracę na nocne zmiany, ale to chyba nie powód, by mi o tym nie mówić.
- To trochę nie w jego stylu- Skomentował pod nosem- Faktycznie nie było mnie w domu. Wiesz, że chcę otworzyć warsztat tak szybko jak to możliwe, by generował jakieś dochody. Nie skupiłem się na mieszkaniu, przepraszam.
- Nie przepraszaj mnie, tylko mi pomóż- Odpowiedziałam, opierając głowę o jego ramię- Chcę się tylko dowiedzieć, że wszystko jest okej, a jego zachowanie ma jakieś racjonalne wytłumaczenie.
- Mówisz, że to trwa od momentu naszego spotkania z wujaszkiem Staszkiem, czyli od kilku dni?
Przytaknęłam- Mniej więcej od tego momentu. Wcześniej holowaliśmy samochód do miasta i było w porządku.
- Musiał się dowiedzieć o spotkaniu- Powiedział dobitnie- Albo mu ktoś powiedział, albo sam się zorientował, że coś jest nie tak.
- Miałoby to sens, ponieważ przyrzekłam mu, że nigdy więcej niczego przed nim nie ukryję. Może ma już tego wszystkiego dość?
- Nie dowiemy się, dopóki nie sprawdzimy! Zbieraj się.
- Demon! Szarpnęłam go za rękę- Nie możemy go zacząć śledzić!
- Możemy i to właśnie zrobimy! Złapał mnie za dłoń i pociągnął w kierunku wyjścia- Nie mamy czasu.
- On zna każdy nasz pojazd i nie jest głupi! Zorientuje się, że ktoś go śledzi! Nie jest przecież głupi.
- Masz rację! Nie jest głupi, ale też nie jest na tyle spostrzegawczy, bo na pewno nie domyśla się, że będzie miał dzisiaj radar na plecach.
Pospieszne otworzył bramę od warsztatu. Chłodny wieczór dawał się we znaki delikatnym wiatrem, ale na tyle chłodnym, że momentalnie zrobiło mi się zimno.
Chłopak odpalił papierosa, jednocześnie zdejmując czarną, skórzaną kurtkę, która jest jego towarzyszem od niepamiętnych czasów. Narzucił ją na moje ramiona.
- Czasami potrafię zachować się jak dżentelmen- Skomentował pod nosem.
- Dziękuję! Włożyłam ręce w rękawy czując przyjemne ciepło, rozchodzące się po ciele. Stres zżerał mnie od środka.
- Jeszcze kask i możemy ruszać!
- Kask?! Wytrzeszczyłam oczy z niedowierzania- Chcesz mi powiedzieć, że?
- Tak! Wyszczerzył zęby w głupkowatym uśmiechu zamykając bramę garażu na kłódkę- Mam motocykl!
- Nie chcę wiedzieć skąd i za co go kupiłeś- Odparłam niewzruszona- Ufam Ci.
- Tak jak Ja ufam Tobie- Usłyszałam w odpowiedzi.

***
          Przemierzając okolicę na motocyklu z Demonem wciąż denerwowałam się, że to czego się dzisiaj dowiem, może mieć znaczący wpływ na mój związek z Castielem. To wszystko jest tak chore i skomplikowane, ze nawet brakuje mi słów. Nie mam siły o tym mówić, konsultować tego z innymi. Długo trzymałam to w sobie, licząc że nasze problemy wkrótce same się rozwiążą. Bardzo tego chciałam, a jednak się nie udało. Z jednej strony cieszyłam się jak głupia, bo dzieląc się problemami z Demonem, dostałam cudownego kompana, który stara się pomóc wyjaśnić całą te sytuację. Zastanawiałam się. Całowałam Demona, na oczach mojego chłopaka i po wyjaśnieniu całej sprawy potrafił mi to wybaczyć. Wiedział, że byłam zdeterminowana, że chciałam działać, a nie czekać na mannę z nieba, patrząc jak wsadzają mojego brata za kraty. Wybaczył mi, bo mnie kocha. Obiecałam, ze więcej go nie okłamię, że będę mu mówić o wszystkich i chciałam! Mówiłam to co mogłam, ale już nie mogę. Stanowczy zakaz od wujka Staszka, jak to powiada Demon na Pana Stanley'a posypał moją relację z Czerwonowłosym! Pojęcia nie mam dlaczego ten chłopak tak nagle przestał zachowywać się tak jak zawsze, tylko zaczyna mnie unikać. Z jednej strony miałam ochotę go zamordować, za ignorancję którą tak bardzo mnie obdarzył, ale z drugiej strony bałam się. bałam się tych cholernych konsekwencji. A miało być tak pięknie! 
Siedziałam z tyłu, mocno trzymając Demona w pasie. Ten strach samą jazdą doprowadzał mnie do szaleństwa. Zawsze się bałam jednośladów. Człowiek nie czuje takiego bezpieczeństwa, jak w pojeździe. Nieodparte wrażenie przewrócenia się, powodowały drżenie mojego ciała. Musiałam się po prostu przyzwyczaić. 
Przemierzaliśmy po mieście, bo nie mieliśmy konkretnego punktu zaczepienia. Początkowo pojechaliśmy na ulicę, przy której znajduje się nasze mieszkanie, łudząc się, ze Harvey jeszcze nie wyszedł, ale brak samochodu pod kamienicą, szybko odebrał nam pozytywne myśli w tym temacie. Skręcaliśmy co chwilę w osiedlowe uliczki, szukaliśmy jego samochodu, tak naprawdę to szukaliśmy czegokolwiek, ale poza mieszkańcami spędzającymi swój wolny czas w okolicznych klubach i kawiarniach nie znaleźliśmy niczego. Traciłam już nadzieję, widziałam też jak Ramsey nerwowo ściska kierownicę swojej maszyny. Denerwował się. 
- Mam wrażenie, że już tutaj przejeżdżaliśmy- Powiedziałam, choć nie łudziłam się, aby chłopak mnie usłyszał. Jechaliśmy powoli, w szczególności że to była moja pierwsza przejażdżka jednośladem i chłopak po moich wielkich prośbach uszanował fakt, że panicznie się boję takich podróży. Co prawda miałam odsłoniętą szybkę od kasku, bo nie lubiłam jak coś zasłaniało moje oczy, to jednak byłam pewna że mnie nie usłyszał, poprzez brak jakiejkolwiek reakcji.
- Mam wrażenie, że zrobiliśmy kółko- Krzyknął tak głośno, że prawie podskoczyłam do góry. Nie, żebym tego przed chwilą nie powiedziała. Cały Demon. Głuchy jak pień.
Klepnęłam chłopaka po plecach, dając mu do zrozumienia, że powinniśmy się zatrzymać i coś ustalić, bo nocne podróże  przy braku aktywności Harvey'a mogłyby trwać nawet do rana. 
Jak na zawołanie znalazł odrobinę miejsca przy poboczu, gdzie zatrzymał motocykl, uciszając jego silnik. Zeskoczyłam z pojazdu i zdjęłam kask, wyciągając stare papierosy Ramsey'a które jakimś cudem znalazły się w tej kurtce. Odpaliłam jednego rzucając paczką w chłopaka.
Ten uśmiechnął się szyderczo, wyciągając mi papierosa z buzi, którego natychmiast przydeptał na chodniku. Zrobiłam skwaszoną minę, zastanawiając się do licha, co ten człowiek właśnie zrobił.
- Nie patrz tak na mnie- Skierował dłonie w obronnym geście- Ja tylko dbam o twoją kondycję i myślę o twojej przyszłości.
- Żartujesz?! Krzyknęłam- W tym momencie mogłeś mi to odpuścić!
Chłopak tylko skierował palec na swoje usta, dając mi wyraźnie do zrozumienia, że czas najwyższy na to, abym się w końcu zamknęła. Na samym początku tego aktu agresji w moim kierunku, bo tak to nazwałam, kompletnie nie rozumiałam co On teraz odprawia za rytuały, bo to się staje naprawdę dziwne i niezręczne. Stoimy sobie przy jakiejś uliczce, w tle słychać hałas bawiących się ludzi, a ten nasłuchuje czegoś, jakby miało nam to w czymś pomóc.
Podparłam dłonie o biodra i czekałam, aż w końcu przestanie się wygłupiać i wyjaśni mi co robi, kiedy do mnie wszystko dotarło.
Wytężyłam słuch i zmrużyłam oczy, chcąc jak najlepiej się skupić.
- Słyszysz to, prawda? Wyszeptał chłopak, kiedy Ja stałam jak zahipnotyzowana.
- Musimy iść tutaj! Kontynuował, delikatnie ciągnąc mnie za rękę w kierunku pobliskiej uliczki.
- O!
- KURWA! Dokończył Demon, widząc zaparkowany nieopodal nas odpalony samochód Castiela- Masz bardzo silnie rozbudowaną intuicję zdaje się.
- Co to za miejsce? Zapytałam, rozglądając się dookoła. Było ciemno jak w dupie. Jedyne źródło światła to różowy neon przywieszony nad drzwiami jakiegoś lokalu. Dookoła kamienice, wąska uliczka, że nawet to auto ledwo się tutaj zmieściło.
Kierowca samochodu opuścił swój pojazd i nie był nim Czerwonowłosy. Starałam się dopatrzeć więcej szczegółów, ale nie miałam umiejętności widzenia w nocy. Miał kaptur na głowie, który zdjął, kiedy tylko wszedł do środka lokalu.
- Bardziej się zastanawiam, bo dziwnym przypadkiem to Ty chciałaś się tutaj zatrzymać coś ustalić, a nie ma już nawet czego, bo nasz obiekt poszukiwany był tuż za rogiem!
- Nie wiem jak to zrobiłam, ale zrobiłam- Skomentowałam pod nosem- Wchodzimy?
- Normalnie jak na dżentelmena przystało, przepuściłbym Cię w drzwiach, ale obawiam się że osoby w tym lokalu mogą być zbyt agresywne, dlatego wchodzę pierwszy- Odparł nerwowo, otwierając drzwi.
- Więc czyń swą powinność.
Chciałam powiedzieć raz jeszcze, że prze okrutnie się boję. Chciałam złapać mojego towarzysza, przytulić go mocno do siebie i powiedzieć mu, że jednak nie warto tutaj być. Warto stąd odjechać, warto zrobić coś szalonego, coś niedostępnego, gdzie nie ograniczała nas wyobraźnia. Silne pragnienie zrobienia tego tak bardzo owładnęła moim umysłem, że odruchowo sięgałam ręką w kierunku chłopaka, by go złapać. By powiedzieć mu, że to nie ma sensu, ale nie odważyłam się.
W środku, choć ciemność ograniczała nasze i tak wąskie pole widzenia, bo ciasnota tych pomieszczeń była nie do zniesienia, schowałam ręce w kieszenie kurtki Demona, której nawet nie miałam zamiaru zdjąć przez najbliższe kilka godzin. Wędrowałam za nim, starając się dopatrzeć więcej szczegółów, ale ten intensywny dym papierosowy unoszący się tuż nad nami stanowczo mi to uniemożliwiał. W pomieszczeniach tych nie było zbyt wielu gości. W tle ktoś przygrywał na gitarze, kilkoro osobników popijało tanie trunki, podrywając barmankę. Miejsce to typowe spelunkowy bar, do którego trafiali nieliczni. Najpewniej stali bywalcy, albo takie osoby jak my. Zagubione dusze.
Choć, praktycznie przytulona byłam do pleców Demona, bo to miejsce bardzo mnie przerażało, starałam się odnaleźć Castiela. Dym tak bardzo szczypał mnie w oczy, że musiałam przymrużyć oczy, w przeciwnym razie mogłabym się tutaj popłakać. Jakby ktoś kroił stos cebuli i posypywał to wszystko pieprzem. Tak trudno było mi oddychać. Podeszliśmy pod bar, rozglądając się na wszystkie strony. Wszędzie, gdzie wzrok dosięgał szukałam tej Czerwonej czupryny.
- Co dla Was? Zapytała znudzono barmanka, która uwolniła się w pewnym stopniu od swoich adoratorów. Wciąż słyszałam te sprośne rzeczy na jej temat. Spoglądałam na dziewczynę. Patrzyłam jak bardzo stara się nie reagować na te durne zaczepki i wychodziło jej to perfekcyjnie. Ze stoickim spokojem zajęła się przygotowywaniem dla nas napoi, które zamówił dla nas Ramsey. Uznał, że wypijemy po soku i możemy spadać, bo nie zapowiada się na to, żeby nasz poszukiwany tutaj przebywał.
- Dzięki- Odparłam, kiedy chłopak podał mi napój. Uśmiechnął się delikatnie, stukając swoją szklanką o moją.
- Na zdrowie.
- Nie wyglądacie na tutejszych- Skomentowała barmanka, która najwidoczniej wolała nasze towarzystwo niż tych natarczywych pijaków. W zasadzie to byliśmy najlepszą alternatywą, przynajmniej tak mi się wydawało.
- Cóż... Pochodzimy z Anglii- Odpowiedział Demon- Jesteśmy tutaj przejazdem.
- Ach tak? Twarz dziewczyny przybrała zastanawiający wyraz twarzy. Jej brwi delikatnie uniosły się ku górze.
- W zasadzie to kogoś szukamy- Skomentowałam, licząc na to, że dziewczyna pracująca w tym miejscu powinna mniej więcej orientować się, kto wchodzi do tego przybytku.
- Pracujecie dla policji? Zapytała.
- Nie- Demon skierował dłonie w obronnym geście- Szukamy starego przyjaciela, który najpewniej tutaj przychodzi.
- Wyglądacie na porządnych obywateli- Uśmiechnęła się promiennie- Jak mogę pomóc?
- Szukamy wysokiego chłopaka, dobrze zbudowany, ciemne oczy, czerwone włosy- Wymieniałam po kolei- Jeździ czerwonym Dodge'em, który stoi w uliczce przy lokalu.
- Czerwonym Dodge'em jeździ Castiel Harvey, prawda?
- Tak! Krzyknęłam radośnie, zwracając przy okazji na siebie uwagę pozostałych osób- Jest tutaj? Zapytałam nieco ściszonym tonem głosu.
- Aktualnie go nie ma. Mam coś przekazać? Zapytała niepewnie.
- Nie ma takiej potrzeby- Odparł Demon, odkładając już pustą szklankę na blat, bawiąc się nią przez jakiś czas- Może następnym razem nam się powiedzie.

***

          Nie mieściłam tego w głowie. Bardzo chciałam, ale nie potrafiłam. Człowiek z którym spotykam się od jakiego roku, z którym tak wiele mnie łączy. Człowiek z którym chcę spędzić swoje życie, dla którego zrobiłabym wszystko. Człowiek którego tak bardzo kochałam ma przede mną tajemnicę.
Rzucałam kamyczkami w taflę wody. Patrzyłam jak znikają. To się po prostu nie mieści w głowie!
- Dlaczego jej nie powiedziałeś?! Zapytałam z jawnym wyrzutem, odwracając się gwałtownie. Kamyki, które jeszcze przed chwilą mocno zaciskałam w dłoni, bezwładnie powędrowały pod moje nogi.
- Obiekt śledzony, nie może wiedzieć że jest śledzony- Odparł niewzruszenie Demon, zajadając się ciasteczkami, które trzymał w ręce. Zapychał usta, jakby nigdy nie jadł- Podejrzewam, że już wie.
- Przynajmniej miałabym to za sobą- Westchnęłam głośno, podchodząc powoli do chłopaka. Oparłam się o jego motocykl i spoglądałam w niebo, na którym przebijały się już pierwsze słoneczne promienie.
- Spędziliśmy całą noc na szukaniu Castiela, który najpewniej jest już w domu. Nie chcę tam wracać- Spoglądałam na Ramsey'a. który wciąż objadał się ciasteczkami-Czy Ty nawet w takiej chwili nie potrafisz zachować powagi?! Krzyknęłam.
- No co?! Odparł z pełną buzią ciastek- Kiedy jem, lepiej myślę!
- Więc co mam robić?
- Wracasz do domu i udajesz, że nic się nie dzieje. Zagraj w jego grę, to zdasz pierwszy test.
- Jaki test? Prychnęłam.
- Test na cierpliwość. Zawód który wybrałaś wymaga mnóstwo cierpliwości i czasu oczekiwania na rezultaty.
- Co będzie później?
- Później? Będziemy go dalej śledzić. To będą nasze rezultaty- Oświadczył- Musisz być silna Goldenmayer.
- Ciężko jest mi myśleć o powrocie do domu, kiedy wiem gdzie znika na całą noc, ale nie wiem w jakim celu. Jak mam mu spojrzeć w oczy i udawać, że nic się nie stało? Doszło już do tego, że muszę go śledzić po nocach, zamiast słodko spać- Westchnęłam głośno- Nigdy nie pomyślałabym, że tak bardzo wszyscy się zmienimy.
- Dorastamy Gabi. Po prostu dojrzewamy do pewnych decyzji i nikt nie powiedział, że będzie z górki- Usłyszałam w odpowiedzi- Skup się na studiach. Zajęcia zaczynasz w poniedziałek o dziewiątej, więc masz gwarantowaną pobudkę o szóstej i lecimy na pierwszy trening- Uśmiechnął się zawadiacko. Złapał mnie za ramię, oglądając je z każdej strony- Zobaczymy jak bardzo jesteś silna i ile masz mięśni w tej swojej małej, chudej rączce.
- Uśmiechnęłam się, zabierając swoją rękę, którą natychmiast schowałam pod kurtkę. Ten cholerny patol ma rację. Dojrzewamy- Pomyślałam.
- Ciasteczko? Zapytał. podtykając mi opakowanie prawie że pod usta. Drugą ręką złapał mnie za nos, ściskając go ostrożne- Nie lubię, kiedy masz taką skwaszoną minę.






Siemka! Mam wrażenie że w tym rozdziale pojechałam z długością :)  Na samej górze macie ankietę, więc jak macie chwilkę, to zapraszam do głosowania.





























1 komentarz: